Blog, through the viewfinder

What a year! / Co za rok!

text and photos by Marko Niemelä

     2018 has just been a magnificent highlight reel right from the beginning. Usually the year picks up speed slowly with teams rebuilding and training new things. but this year started off with a bang when the Roller Derby World Cup was held in Manchester in February – and the train never seem to stop. There have been great and yes, dramatic matchups throughout the year since the first weeks and the crown jewel of all of this action was the WFTDA Champs in New Orleans this year. 10 of the best teams in the world battled for the wanted Hydra – 3 days, 13 games and every single game filled with so much talent and excitement.

As this was my second year in Champs (I was WFTDA’s photographer in 2017 Champs in Philadelphia), I kinda already knew what awaited. Even if I didn’t shoot as much this year as I have in previous years, being involved with the World Cup so heavily and traveling so much, I was frankly a bit relieved to be accepted as a team photographer for Victorian for this tournament. That would be all the shooting I’d be doing, just 3 games instead of all the 13, focusing more on the details and individuals, the mood and the experience instead of running around hectically trying to cover everything from every game. Don’t get me wrong, that’s awesome too – a derby photographer’s dream of sorts – but I really enjoyed the more relaxed beat of it.

It’s really hard to describe the actual mood of being in the Champs. The tension and the expectations are really high straight from game one; you’re gonna see the best teams of the sport battle against each other from the very first whistle. Every point counts, every jam is important, every second needs to played smartly. You need to win this game to get to the next round and closer to Hydra, and the same goes for the underdogs as well as the tournament favorites and ranking leaders. Actually, when I come to think of it, at the beginning of the tournament you can pretty much scrap the rankings as it kinda felt that all the teams started from the same level at that point. You need to focus on the next game, win it and move onwards… just to start it all over again. You can sense it all before every game, in the warm ups, in the locker room meetings, with the people you meet in the hallways – the next game counts, you can’t really take your foot off from the gas at this point. The atmosphere is just unique; the energy of it all tingling on your skin.

I loved being a team photographer in the Champs. I have had the honor of being part of Victorian Roller Derby League’s organization for some time now (starting from the Big O of 2017) and it has been simply amazing how they have taken me as a part of their team and let me be a part of their tournament lives. I get to see the team prepare and train together, growing up to the task, got to see how their chemistry builds up and how they prepare for each game both together and individually. As I wanted to approach this years Champs with a more personal view, focusing more on the emotions and moments than the skills and flashy things on the track, doing this with VRDL was just perfect. I also had time for two other things that I usually never ever have done during the tournaments – I got to watch how my fellow photographers worked in a tournament situation like that and I got to watch games. Without a camera, enjoying a beer and some snacks, cheering. I have to say it was weird, I seriously had no idea what to do with my hands without a camera in them. I might need some more practice with that.

3

As I am emotionally very involved with roller derby and I am always living the games through my heart and soul, being a team photographer and wanting the best for your team is also a very, very tough job. You live through the successes and victories but you also live for the losses, and when the final whistle of the final game finally rang, I couldn’t help feeling the sense of devastating loss. You see the people you’ve been attached to for this special occasion give their everything and not quite reach their goal, and it hurts. It hurts to see when the tears on their faces are not purely tears of joy and you hurt to hear when they say out their frustration and sadness. It hurts to see that people who are either transferring or quitting are not getting the highest price for the work they’ve done. But that’s part of the game too – one team has to win and thus, one team has to lose. That’s the nature of competition and I guess that’s what makes us compete in the first place – to reach for that number one spot.

2

But it’s not all about losing and sadness and emotional mayhem! After the initial hit, you start to feel and see other things too. There’s pride of the accomplishment, the strength of the team that works so hard together, the relief of finishing the season and finally the smiles after the tears. I can’t even think what kinda inner strength it takes to stand there in the middle of the track with all the flashes going and media all around you after a game like that – and still these people smiled and had genuine fun when getting their medals. I guess that’s the sign of a really strong team – even in the moment of loss, they still show up with smiles and togetherness. There will always be tomorrow, and another chance after all. And I’m not gonna shed more light into this as it was a very intimate moment, but the post-game debriefing with VRDL was the most beautiful thing in sports that I have ever experienced. Thank you so much for letting me be a part of it.

So that was 2018. Magnificent, hectic year with so many new chances. I honestly can’t wait at all what 2019 will bring.

4

WERSJA POLSKA:

     Rok 2018 od samego początku był wielkim kołowrotkiem atrakcji. Zwykle nowy rok przyspiesza powoli, zespoły przebudowują składy i trenują nowe rzeczy. Jednak ten rozpoczął się z hukiem, od Mistrzostw Świata Roller Derby, które odbyły się w Manchesterze w lutym – a potem rozpędzony pociąg już się nie zatrzymywał. Od pierwszych tygodni byliśmy świadkami świetnych i dramatycznych pojedynków, a ukoronowaniem całego sezonu były Mistrzostwa WFTDA w Nowym Orleanie. 10 najlepszych drużyn na świecie walczyło o wymarzoną Hydrę – 3 dni, 13 gier i każda wypełniona po brzegi emocjami.

Jako że był to mój drugi rok w Mistrzostwach (byłem fotografem WFTDA w 2017r. w Filadelfii), wiedziałem już czego oczekiwać. Ponieważ byłem bardzo zaangażowany w Puchar Świata i w tym roku nie robiłem tylu zdjęć, co w latach poprzednich, dlatego naprawdę poczułem ulgę, że Victorian wybrały mnie na swojego fotografa na ten turniej. Zamiast strzelaniny 13 meczów, tym razem zrobiłem tylko 3 gry. Skupiłem się bardziej na szczegółach i osobach, nastroju i przeżywaniu, zamiast biegać dookoła bez wytchnienia, próbując ogarnąć wszystko, w każdym meczu. Nie zrozumcie mnie źle, to też jest wspaniałe – marzenie dla fotografów roller derby – ale tym razem bardzo podobał mi się spokojniejszy beat.

Naprawdę trudno opisać atmosferę mistrzostw. Oczekiwania są niezwykle wysokie, a napięcie towarzyszy każdej grze od samego początku. Oglądasz pojedynki najlepszych drużyn, walczących ze sobą od pierwszego gwizdka. Liczy się każdy punkt, każdy jam jest ważny, każda sekunda musi być efektowna. Musisz wygrać mecz, aby przejść do następnej rundy i znaleźć się bliżej Hydry. Dotyczy tak zarówno teoretycznie słabszych drużyn, jak i faworytów turnieju i liderów rankingu. Właściwie, kiedy się nad tym zastanowić, to na początku turnieju można było wyrzucić ranking do kosza. Czuło się, że wszystkie zespoły zaczęły w tym momencie od tego samego poziomu. Musisz skupić się na najbliższym meczu, wygrać go i iść dalej … i od nowa. To napięcie wyczuwa się  przed każdym meczem, na rozgrzewkach, w szatni, widać ją na twarzach ludzi, których spotykasz na korytarzach. Liczy się tylko kolejna gra i to, że nie możesz zdjąć nogi z gazu. Atmosfera jest wyjątkowa; energia unosząca się w powietrzu powoduje mrowienie na twojej skórze.

Wspaniale jest być fotografem drużyny na Mistrzostwach. Miałem zaszczyt być częścią Victorian Roller Derby League już od jakiegoś czasu (od turnieju Big O w 2017 roku). To jest po prostu niesamowite, w jaki sposób mnie przyjęli do zespołu i pozwolili mi przeżywać wspólnie z nimi cały turniej. Widziałem, jak zespół trenuje, jak dorasta do zadania, mogłem zobaczyć, jak łączy ich chemia i jak przygotowują się do każdej gry, zarówno jako drużyna, jak i indywidualnie. Chciałem podejść do tych Mistrzostw z bardziej osobistym spojrzeniem, skupiając się raczej na emocjach i chwilach, niż na umiejętnościach i efektownych rzeczach dziejących się na torze. Dlatego fotografowanie dla VRDL było po prostu idealną sprawą. Miałem również czas na dwie inne rzeczy, których zwykle nie robiłem podczas turniejów – mogłem obserwować, jak pracują  moi koledzy po fachu i mogłem oglądać mecze! Bez aparatu, ciesząc się piwem i przekąskami, wiwatując. Muszę powiedzieć, że to było dziwne, naprawdę nie miałem pojęcia, co zrobić z rękami. Chyba potrzebuję więcej praktyki.

Ponieważ jestem bardzo emocjonalnie związany z roller derby i zawsze przeżywam mecze całym sercem i duszą, bycie fotografem drużyny i jednoczesne pragnienie dla twojego zespołu, tego co najlepsze jest niezwykle trudne. Dzielisz z drużyną sukcesy i zwycięstwa, ale także porażki. Kiedy zabrzmiał ostatni gwizdek finałowego meczu, ogarnęło mnie uczucie klęski. Widzisz ludzi, z którymi byłeś tak blisko przez kilka dni, jak dawali z siebie wszystko, a mimo to nie osiągnęli swojego celu, i to boli. Bolało mnie, gdy widziałem ich smutek, łzy na ich twarzach, które nie były łzami radości, gdy słyszałem ich zawiedzione nadzieje. Boli, gdy wiem, że ludzie, którzy kończą karierę, lub odchodzą do innej drużyny, nie zdobywają trofeum, mimo że tak im zależało i tak ciężko na to pracowali. Ale to także część gry, żeby jedna drużyna mogła wygrać,  inna musi przegrać. Takie są zasady współzawodnictwa i myślę, że właśnie to sprawia, że ​​rywalizujemy – bo każdy chce zająć najwyższe miejsce na podium.

Ale świat się nie kończy na przegranej i smutku! Po początkowym uderzeniu i chaosie emocji zaczynasz czuć i widzieć również inne rzeczy. Jest duma z osiągnięć i siły zespołu, który tak ciężko pracował. Jest ulga, że sezon się skończył i wreszcie po łzach pojawiają się pierwsze uśmiechy. Nie mogę sobie nawet wyobrazić, jak wielka siła jest potrzebna, aby po takim meczu stać tam na środku toru, w błysku fleszy i z mediami wokół  – a mimo to ci ludzie uśmiechali się i naprawdę się cieszyli, gdy odbierali swoje medale. Sądzę, że po tym można poznać wielki zespół – nawet w po takiej porażce stać ich na uśmiech i pokazanie, że są razem. Zawsze jest jutro i kolejna szansa. Nie zamierzam zdradzać szczegółów, ponieważ była to bardzo intymna chwila, ale pomeczowa odprawa z VRDL była najpiękniejszą rzeczą w sporcie, jakiej kiedykolwiek doświadczyłem. Dziękuję bardzo za to, że mogłem ją przeżyć..

To był rok 2018. Wspaniały, szalony rok z tak wieloma nowymi szansami. Szczerze mówiąc nie mogę się doczekać, co przyniesie 2019..

 

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s